DZIWNY ODBIÓR RECENZJI STARSZYCH POZYCJI, BYCIE NA CZASIE I WYŚCIGI W CZYTANIU NOWOŚCI (I NIE TYLKO)

By Klaudia H. - 15:25


Samymi stosami i book haul'ami człowiek nie żyje. Jest tyle tematów, które można poruszyć i przerwać typowy schemat swojego bloga. Jako, że mój blog jest przeważająco książkowy, praktycznie tylko o nich piszę, bo książki są częścią mojego życia, postanowiłam, że taki post jak najbardziej może zamieszkać na mojej stronie i będzie nadal w mojej ulubionej tematyce, a temat który postaram się poruszyć to książkowe nowości. Jak to z nimi jest, a raczej jak jest z czytelnikami i co róż nowo wydawanymi pozycjami. Bo każdy książkoholik zauważył pewnie coś dziwnego, u co raz większej liczby osób ,,to coś'' występuję. Jakaś epidemia czy jak? Mówiąc prosto z mostu, mam na myśli czytanie samych nowości, jak najszybciej żeby być na czasie i uważanie, że starsze książki choćby sprzed roku są już niewarte uwagi i tylko ,,Nowości! Czytaj nowości! Tylko nowości!''. Po za tym poruszę krótko temat recenzji starszych pozycji oraz powiemy sobie o pewnym wyzwaniu, które zmieniło się w wyścig szczurów.

,,Po co pisać recenzje starszych książek, skoro wyszło tyle nowych?!''

Nie raz widziałam (całkiem rzadko, ale bywało na różnych blogach) wypowiedzi typu, po co pisać recenzje książek, które już ucichły, nie są aż takie popularne i prawie w ogóle się o nich nie mówi. To, że popularność i fenomen jakiejś książki dawno opadł i jest ona ,,zwykłą książką'', nie znaczy, że ktoś nie może sobie jej zrecenzować, mimo, że minęło trochę czasu od jej wydania. Nikt nie może zabronić recenzowania staroci. Ja rzadko piszę recenzję, niektóre jeszcze światła dziennego nawet nie ujrzały, bo są nie skończone, ale jak już jakąś piszę to nie jest ona koniecznie o ostatniej nowości. Zdarzyło mi się zrecenzować np. książkę Prowadź swój pług przez kości umarłych, której najstarsze, pierwsze wydanie sięga (nie jestem na sto procent pewna) 2009r. I jest nadal ceniona, czytana i nawet recenzowana jak widać! Szok, prawda? :D Przypomniało mi się piękne, chińskie przysłowie - ,,Kiedy przeczytam nową książkę, to tak jakbym znalazł nowego przyjaciela, a gdy przeczytam książkę, którą już czytałem - to tak jakbym spotkał się ze starym przyjacielem''. Może nie jest to cytat o recenzowaniu starszych książek, ale czuję w tym pewne powiązanie... Książki to coś takiego, co nigdy nie jest za stare. Zawsze znajdzie się jej wielbiciel, a nawet bloger który zapragnie ją zrecenzować i na pewno również znajdzie się ktoś, kto z wielką chęcią poczyta o niej kilka słów czy warto czy też nie po nią sięgać. I nie będzie patrzeć, że została wydana kilka lat temu, a jej popularność znacznie spadła. Jest książka? Jest. Recenzujmy zatem ludzie książki nawet i te sprzed 100 lat. Bo kto nam zabroni?

,,Musisz czytać tylko najnowsze i na topie książki!''

Denerwuje mnie coś takiego w ludziach. Że nakazują czytać to i to, nie możesz mieć własnego gustu, nie możesz sam zadecydować po co chciałbyś sięgnąć. Czuje się presję innych, a to wcale nie jest dobre pod żadnym względem moim zdaniem. To, że dzisiaj wyszła kolejna pozycja, jest na nią szał i każdy tylko o niej gada, a sama książka wyskakuje już z lodówki, nie znaczy że akurat Ty musisz ją w tym momencie, w tej sekundzie przeczytać. Osobiście, dla mnie nie jest ważne to żeby być na czasie z nowościami książkowymi, żeby w tym samym czasie co reszta ludzkości czytać tę samą książkę co oni. Bo uważam, że nie ma to sensu. Człowiek nie ma może ochoty akurat na taką książkę, ale przeczyta, bo jest popularna i musi być jak inni, jak jej nie będzie czytać to będzie gorszy. Nie mówię, że każdy taki jest, większość osób wcale nie zwraca uwagi czy to jest teraz popularne czy nie, ale wyjątki zawsze się zdarzają. Nie dość, że czytanie żeby być ,,na czasie'' jest bezsensu to w dodatku zabiera cenny czas, który moglibyśmy wykorzystać na czytanie tego co na prawdę chcemy i nie jest koniecznie popularne w danym momencie. Zastanówmy się, czy wolimy być na bieżąco z każdą nową książką, żeby inni nie uważali nas za gorszych, czy wolimy czytać dla przyjemności i nic się nie stanie jeśli po tą nowość sięgniemy trochę później.

,,Przeczytaj jak najwięcej książek w tym roku! Każdy tak robi.'' oraz ,,Spiesz się z czytaniem, bo zginiesz marnie.''

Z tym zginiesz marnie to oczywiście w przenośni ;) W tym roku (w zeszłym również) popularne stało się wyzwanie przeczytam 52 książki w 2017. Podjęło się tego przerażająco dużo osób. Nawet ja sama spróbowałam, trochę dla jaj w sumie i przyznam, że po jakichś 2 czy 3 miesiącach już się poddałam, bo uznałam, że i tak mi się nie uda. Ludzie brali w tym udział z głównie dwóch powodów - żeby sprawdzić ile rzeczywiście są w stanie przeczytać w ciągu roku oraz dla czystej zabawy. Wytrwali walczą nadal modląc się, żeby dobić do tych 52 książek, mądrzy uznali, że to jest dość bezsensowne, nieokreślona konkretną nazwą grupa wciągnęła się w czytelniczy wyścig szczurów, czyli czytają jak najszybciej każdą książkę, byle przebijać co chwilę wynik innej osoby. Czytanie ma być przyjemnością, a przez to wyzwanie w niektórych przypadkach stało się czymś w rodzaju ,,Jak przeczytam najwięcej książek w porównaniu do reszty to będę najlepszy''. Ja nie potrafię szybko czytać, nawet nie widzę sensu w tym, żebym nawet się starała szybciej czytać. Jeśli są to moje prywatne książki z domowej biblioteczki to po co się spieszyć? Dlatego m.in. w ciągu miesiąca wychodzi mi tak mało przeczytanych książek (średnio 2) i jestem wiecznie w tyle z nowościami. A później wychodzą spod moich rąk właśnie jak wcześniej wspominałam, recenzję staroci. Nic złego w tym nie widzę. Książki są czymś co kocham i nie mam zamiaru komuś udowadniać, że jestem lepsza w biciu tych całych niby rekordów :) ,,Jak się człowiek spieszy, to się diabeł cieszy'', zawsze się to u mnie sprawdza, serio... Dlatego wszystko zazwyczaj robię powoli, również czytam.



  • Share:

You Might Also Like

7 komentarze

  1. Przeczytaj 52 książki w roku to akurat fajne wyzwanie, choć sama nie wzięłam w nim udziału. To tylko zabawa. Nieszkodliwa. Mająca na celu promowanie czytelnictwa, więc czemu nie? :D Skoro dzięki temu ludzie mieliby czytać więcej i sprawiałoby im to większą radość niż normalnie to ja jestem na duże TAK! :D

    Pozdrawiam Iza
    Niech książki będą z Tobą!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie jak się tak zastanowię to jest to może i dobry sposób na promowanie czytania :D

      Usuń
  2. Bardzo podobna sytuacja występuje w kinematografii, gdzie pozycje Bergmana, Kubricka czy Kieślowskiego zostają zapominane, teraz liczą się "najnowsze hity" - top 5 najlepszych filmów 2017, które musisz zobaczyć!
    Pytania pokroju "Po co czytać/oglądać i recenzować stare książki/filmy", to jak zastanawianie się "Po co podziwiamy obrazy Matejki, Da Vinci, czy interpretujemy wiersze Herberta"...
    Pomimo upływu dziesiątek, czasem setek lat te dzieła nie straciły ani na ważności, ani na sile przekazu.
    -Nudziarz

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeśli chodzi o wyzwania czytelnicze i liczenie książek to trochę się nie zgodzę, bo ja na przykład czytam szybko, jak czytam lekką książkę, to zajmuje mi to 2-3 dni, inaczej przy ambitnej literaturze, ale nie uważam, że robi to ze mnie gorszą czytelniczkę. Ale też nie staram się na siłę do niczego dobijać - mam czas to czytam. Jeszcze pół roku temu dawałam radę czytać 10 książek w miesiącu, teraz około pięciu, ale nie czuję presji, czytam, ile mam ochotę.
    Natomiast co do recenzowania/czytania tylko nowości jest to mega dla mnie przykre. Ja sięgam i po nowości, jakie mam z racji współprac recenzenckich, jak również po klasykę, po starsze powieści, które mam na swoich półkach. I jak pod książkami z 2017 mam dużo komentarzy, tak pod tymi, w których opowiadam o książkach starszych, ale równie dobrych, a nawet lepszych, książkach, ktore są dla mnie ważne mak 2-3. Smutne to. Szkoda, że w tym pędzie, żeby być najlepszym, najszybszy zapominamy o dobrych, wspaniałych książkach, które mają nieco więcej niż dwa tygodnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mnie cieszy, że każdy ma inne zdanie na ten temat :) Niektórzy po prostu te całe wyzwania traktują jakoś dziwnie, jakby najważniejsze miało być, że przeczytali więcej książek niż inni. Bo to jest najważniejsze, a nie sam fakt czytania... Ale mówię, większość jednak właśnie traktuje to jako zabawę, albo sprawdzenie ile się na prawdę czyta w roku, a nie udowadnianie kto jest w tym lepszy. Z recenzjami to chyba już zawsze tak będzie, przykre.

      Usuń
  4. Nie powiedziałabym, że książka z 2009 roku jest stara :) Dziwi mnie to, co piszesz, bo nigdzie nie widzę presji czytania nowości i zakazu czytania, no, recenzowania książek starszych. Owszem, na blogach pojawia się dużo nowości ze względu na otrzymywane egzemplarze do recenzji i też jest to chyba normalne że chcemy znać to, o czym inni mówią żeby móc wdac się w dialog. Natomiast wśród blogów które ja obserwuje pojawia się bardzo dużo recenzji książek starszych, które premierę miały parę lat temu, pojawiają się recenzje klasyków i nikt w tym nic złego nie widzi. Aczkolwiek faktycznie można odczuć tę presję, żeby czytać tylko nowości, skoro to właśnie one najcześniej się wokół nas pojawiają :) Faktem jest też to, że recenzje książek starszych zbieraja znacznie mniej wyświetleń i komentarzy, niż nowości - tak się przynajmniej dzieje u mnie, no chyba że są to książki na tyle popularne, że każdy gdzieś o nich słyszał. Nie chcę tutaj nowości bronić, po prostu nigdzie nie zaobserwowałam przymusu ich czytania i zakazu recenzowania starszych pozycji.

    Co do wyzwania "52 książki" smuci mnie, że jest ono tak demonizowane. Piszesz tak, jakby dobicie do tej ilości było głupie, bezsensowne i niemożliwe :) W mojej opinii postawienie sobie jakiegoś progu książek, do którego chcemy dobić w danym roku jest fajna zabawa i motywacja, żeby czytać więcej zamiast tracić czas np. na nieustannym przeglądaniu Facebooka. Ale też trzeba przekładać zamiary na siły i zamiast 52 książek postawić sobie 40, 30 albo i nawet 20 - grunt żeby było to troszkę więcej, niż i tak czytamy. To nie ma być wyścig szczurów, ale podnoszenie poprzeczki samemu sobie. Jeśli ktoś traktuje to jako rywalizację, to jest to smutne, choć pewnie takie wyjątki się trafiają i to pewnie właśnie o nich piszesz.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń