[2018] KORPOŻYCIE ŚWINKI MORSKIEJ - PAULIEN CORNELISSE #22

By Klaudia H. - 11:43

  

Tytuł oryginalny: De Verwarde Cavia
Liczba stron: 256 
Tłumaczenie: Sylwia Walecka
Wydawnictwo: Muza
Data premiery: 14.03.2018

  Jak tylko dowiedziałam się, że dzięki wydawnictwu MUZA wejdzie do Polski holenderska książka o śwince morskiej, byłam pewna że wywoła ona poruszenie wszechświata nie o tyle wśród książkoholików co miłośników świnek morskich. I się nie myliłam, bo wszędzie gdzie nie spojrzałam, widziałam zachwyty tą pozycją, jeszcze przed samym przeczytaniem. Jest w tytule świnka? Jest. Jest na okładce jej podobizna? Jest! To są powody, żeby się cieszyć jak dziecko z lizaka. I żeby nie było, ja zareagowałam identycznie! Wynika to z faktu, że mam pod swoim dachem dwie świnki morskie, Wallyego i Shaggyego, prowadzę nawet o nich bloga - Caviowe Pogaduchy, więc z racji, że kocham nad życie te zwierzątka i są u mnie na równi z miłością i wielbieniem książek, postanowiłam przeczytać ,,Korpożycie świnki morskiej''. Nie wiedziałam czy będzie warto, nie czytałam absolutnie żadnej recenzji, bo obawiałam się, że mogą mnie one zniechęcić na starcie, więc sobie darowałam ich lekturę.
  Z pozoru jest to dziwna książka, już sam tytuł nakreśla człowiekowi przynajmniej kilka pytań, a m.in. O CO TU BIEGA? Jest to pytanie, które sobie zadawałam przez znaczną część lektury. Nadal jest mi trudno to załapać. Chyba, że jestem po prostu mało domyślna. Muszę przyznać, że gdyby nie ta świnka morska w tytule to pewnie (a raczej na pewno!) nie spojrzałabym nawet na tę książkę przechadzając się po księgarni. Powiedzmy sobie szczerze, ten tytuł i pomysł na taką korporacyjną historię przyciąga uwagę człowieka zważywszy na nietypowe dla książek zwierzę jakim jest świnka. Dobry chwyt marketingowy jest z tego, bo raczej szanujący się książkoholik i świnkoholik w jednym nie może przejść obojętnie koło takiej pozycji, cukierkowej i różowiutkiej z zewnątrz, zwłaszcza gdy spogląda wciąż z okładki zniekształcona, ale zarazem słodka świnka morska.

  Kiedy ujrzałam w drzwiach listonosza z wyczekiwaną Korpo-świnką, nie mogłam się tym bardziej doczekać, żeby chwycić ją w dłonie i zacząć czytać. Zagwozdką cały czas pozostawało, co ma znaczyć ta świnka. Oczekiwałam odpowiedzi w książce, ale jakoś jej nie dostałam. Mniejsza z tym, to tylko taki szczególik. Przejdźmy do samego sedna, czyli fabuły, która mnie nie powaliła na kolana i mogła być lepsza o wiele. ,,Korpożycie świnki morskiej'' to książka opowiadająca o życiu dosłownie świnki morskiej. Ona naprawdę w tej książce jest, pracuje sobie przy biureczku i popija wino w wolne wieczory. Nazywa się Cavia. Banalnie wymyślone imię, ale to w swojej prostocie jest nawet ciekawe. Główna bohaterka (tak ta świnka morska, która powinna siedzieć w odpowiednio dużej klatce, a nie latać po jakimś biurze) pracuje na dziale komunikacji. Nie powiem, że jest to coś ciekawego, bo mnie zupełnie takie rzeczy nie interesują, więc nie będę się rozwodzić nad jej pracą. Cała książka kręci się wokół życia Cavii, której praca nie jest dla mnie przynajmniej czymś fascynującym i w zasadzie, każdego dnia jest podobnie, wręcz tak samo. Może się wydawać, że książka się rozkręca gdy autorka wstawia urywki z życia świnki po godzinach. A po godzinach to się dzieją różne rzeczy. W którymś momencie nawet mnie pewna sytuacja zaskoczyła, ale nie powiem co, bo byłoby to przegięcie. W każdym razie był to przełom, tyle powiem.
  
  Sukcesem jest, że nie usnęłam przy tej książce, więc dużej tragedii nie ma. Jednakże, jest ona napisana specyficznie, trochę może z przymrużeniem oka. Z lekka jest humorystyczna, to trzeba przyznać. Dzięki tej pozycji miałam okazję zapoznać się ze zjawiskiem korporacji, poznałam nowe pojęcia i w ogóle nauczyłam się ciekawych rzeczy. Jeśli miałabym powiedzieć czy ta książka zachęciła mnie do brnięcia w taki zawód patrząc daleko w przyszłość to nie, absolutnie. Nie potrafiłabym pracować bez przerwy przy biurku albo przedstawiać coś przed grupą ludzi. Kompletnie to nie moja bajka. Nigdy tak naprawdę korporacyjne życie mnie nie kręciło i myślę, że z moją potrzebą ciągłego poruszania się, nie dałabym rady być w takiej pracy, kształcić się w takim zawodzie. Po tej książce jestem tego pewna. Wracając do jej samej, nie była wysokich lotów, ale nie powiem, że była dnem z wodorostami, bo aż tak źle nie poszło autorce. Niemniej jednak, nie potrafiłam skończyć tej książki od razu, nie byłam w ogóle w stanie przeczytać jej od deski do deski. W między czasie podczytywałam sobie inne książki, żeby odbiec trochę od tej całej korporacji i problemów dnia codziennego pracowników.
  Pomysł na wymieszanie ludzi ze zwierzętami w książce nie był w tym akurat przypadku zbyt trafiony, bo głupiałam w trakcie czy Cavia to rzeczywiście świnka czy jednak człowiek, tylko tak dziwnie na nią mówią. Te opisy z jej życia, czynności, które wykonywała, wszystko mi się gmatwało i zupełnie nie rozumiałam (nadal nie rozumiem) gdzie tam jest sens. To znaczy, po co ta świnka jest w tej książce? Chyba tylko jako chwyt marketingowy, bo tak to ciężko było z czytaniem tej plątaniny korporacyjnej. Nie jest to jak dla mnie książka schematyczna, poruszony został temat w dość absurdalny sposób, w sensie że zwierzę jako główny bohater w książce o pracy biurowej. To mogłoby być w sumie na plus, ale wykonanie naprawdę nie zachwyca i myślę, że jeśli chce się przeczytać coś o tematyce korporacyjnej to są zapewne lepsze książki niż ta. Jest cienka, szybko się czyta, więc z ciekawości zalecałabym sięgnąć jak już ktoś by się zastanawiał.

Czytał ktoś tę książkę? Chętnie poznam wasze zdanie. O, a może jest jakiś świnkolub tutaj i nie jestem sama?

Ocena: 6/10

  • Share:

You Might Also Like

0 komentarze