MOJE ULUBIONE KSIĄŻKI - CZYLI CO MAM OCHOTĘ CZYTAĆ W KÓŁKO I NIGDY MI SIĘ NIE ZNUDZI (CZ. 1 ?!) | POST Z OKAZJI DNIA KSIĄŻKI

By Klaudia H. - 20:23


Dokładnie dzisiaj obchodzimy swego rodzaju święto, a raczej obchodzą je nasze papierowe dzieci. To właśnie dziś nadszedł Dzień Książki i Praw Autorskich! Postanowiłam, że w tak ważnym oczywiście dniu, muszę napisać jakiś wyjątkowy post. Po długich rozmyśleniach uznałam, że wpis o moich WSZYSTKICH ulubionych książkach będzie idealny. I tak się do niego zbierałam od dawna, więc w końcu dostałam kopa i tak oto powstaje lista moich ukochanych książek, które najchętniej czytałabym bez przerwy i mam wrażenie, że nigdy mi się nie znudzą.

,,Z gustami literackimi jest po trosze jak z miłością: zdumiewa nas, co też to inni wybierają" - Andre Maurois


,,Margo'' - Tarryn Fisher. Nikogo nie powinien dziwić ten wybór, bo trąbię o tej książce w każdym możliwym poście, w którym mam możliwość powiedzieć coś o książkach jako ogóle. Przeczytałam ją dopiero dwa razy, ale i nadejdzie trzeci, czwarty i pewnie dziesiąty. Wielbię styl pisania Tarryn, jest jedyny w swoim rodzaju. ,,Margo'' jest moim numerem jeden, ze względu na sam zamysł tej książki. Autorka poruszyła w niej tematy tabu w jakiś sposób, choć to zależy kto co uważa za temat tabu. W każdym razie, podoba mi się odwaga, które wybrzmiewa z tej książki, ale również dziwność, specyficzność i mrok, a nawet obrzydzenie. Jest inna, zupełnie odbiega od tego co czytam na co dzień, czyli książki ze zwyczajnymi bohaterami o ile tak można ich nazwać. Margo to bohaterka, która zapadła mi bardzo w pamięć i wszystkie ,,dziwności'' z życia codziennego potrafią mi się z nią kojarzyć. Jest to postać tak dobrze wykreowana i charakterystyczna, że trudno jest o niej zapomnieć. Siedzi po prostu w mojej głowie cały czas i jej to całe przeklęte Bone również.



,,Coś mojego'' - Marci Lyn Curtis. Często zdarza mi się czytać książki, przy których paczka chusteczek jest nieodłącznym atrybutem. Lubię książki, przy których można całkowicie uwolnić emocje i wylać trochę łez. Taka jest właśnie ta książka. Początkowo może i nie wzbudzała we mnie większych emocji niż ciekawość, co za moment się stanie. Dopiero zagłębiając się w całą historię, mój mózg zwolnił blokadę i uznał, że czas najwyższy przeżywać lekturę jakby to zależało od mojego życia. Przy tej książce, śmiech i łzy przeplatały się co chwilę. Czy to z powodu ironicznego poczucia humoru bohaterki, który kocham całym serduchem, czy z powodu szczęśliwych chwil, które odczuwałam równie mocno jak bohaterzy czy z powodu tego, że coś złego się stało i nie jestem w stanie utrzymać w sobie emocji. ,,Coś mojego'' to książka, która wyciągała garściami ze mnie to, co siedziało w środku. I mamy ze sobą jak na razie dwa spotkania, oczywiście będzie ich więcej jak w przypadku ,,Margo''. Dzięki tej książce, zrozumiałam że życie osoby niewidomej nie musi być karą i czekaniem na ostateczny dzień. To są normalni ludzie, którzy chcą żyć i czerpią z życia więcej niż człowiek widzący. Autorka we wspaniały sposób pokazała, że człowiek niewidzący nie jest kimś, komu trzeba we wszystkim pomagać. Taka osoba też chce być w miarę możliwości samodzielna i jeśli daje to do zrozumienia, jak Maggie, to uszanujmy, bo chyba wie co robi, właśnie - chyba... Jest to naprawdę godna uwagi, mądra, z ogromnymi przesłaniami młodzieżówka, którą warto za wszelką cenę przeczytać.



,,Głębia Challengera'' - Neal Shusterman. Można powiedzieć, że jest to świeża dla mnie książka, bo nie czytałam jej aż tak dawno. Jednakże od pierwszego spotkania, zaczytania, zakochałam się w niej. Już po pierwszej stronie czułam, że zapowiada się naprawdę dobra książka. To co przyciąga mnie do niej to motyw choroby psychicznej, w tym przypadku choroby dwubiegunowej. Od dawna interesuje mnie tematyka chorób/problemów psychicznych, tego co związane jest z zaburzeniami mózgu (wypada mi to tak nazwać? Hmmm...). ,,Głębia Challengera'' trafiła na listę moich ulubionych i to ekspresowo. Autor ma niesamowicie ciekawy sposób pisania, a historia nie jest całkowicie fikcją i nawiązuje do jego prywatnego życia, więc to tym bardziej sprawia, że kocham tę książkę. Podobał mi się ogólnie sposób przedstawienia choroby, tego co mniej więcej może się dziać z osobą doświadczającą jej i krótko mówiąc, ta książka pochłania czytelnika zanim zdąży pomyśleć cokolwiek o niej. Nie puszcza ze swoich sideł i zmusza do myślenia nad rzeczami, które są niecodzienne dla normalnego człowieka. Interesujący okazywał się dla mnie główny bohater Coden, który wkradał się w zakątki ludzkiego mózgu, swojego i naszego, prowadził nas po ciemnych uliczkach umysłu i pokazywał trudne życie w dwóch światach. Coś genialnego!



,,Cudowny chłopak'' - R.J. Palacio. Książka zmieniła swój tytuł, doczekała się ekranizacji i na swoim koncie ma wielu miłośników. W tym zacnym gronie jestem również ja. Znowu mamy młodzieżówkę, znowu wyciskacz łez i znowu jest to historia, która zapadła mi głęboko w pamięć. Zawsze powtarzam, że bardziej chce mi się płakać jak krzywda dzieje się zwierzęciu niż człowiekowi. Coś w tym jest, bo jednak dla mnie, zwierzęta są ważniejsze niż ludzie... Jednak w przypadku tej książki, strasznie szkoda mi się zrobiło tego małego chłopca - Augusta, który niewyobrażalnie często spotyka się z docinkami i wyzwiskami kierowanymi w swoją stronę. ,,Cudowny chłopak'' to tak naprawdę dobry przykład nietolerancji z którą każdego dnia niejeden z nas się pewnie spotyka. Ktoś inny zupełnie z wyglądu, wyróżnia się i nagle widzimy, kto tak naprawdę jest tolerancyjny i go to nie rusza, a kto musi coś powiedzieć takiej osobie, bo wybuchnie inaczej. Z pozoru może się wydawać, że to zwyczajna młodzieżówka o zwyczajnym chłopcu. Jednak nie. Jest to książka niezwykła, piękna i wzruszająca. Daje też ona pewną lekcję, jak radzić sobie w miarę z tym, że ktoś nam docina ze względu na inność. Jak ignorować i przewracać to w żart. Bohaterowi się udawało i za to go lubię. Że się nie poddawał, chciałabym czerpać od niego to w skuteczny sposób, a nie chwilowo...



,,Oskar i pani Róża'' - E.E. Schmitt. Powiem szczerze, że ta książka, choć mała, cienka i niepozorna, przebija wszystko u mnie. Nie wiem czemu na mojej liście jest tyle książek z małymi chłopcami w roli głównej, ale mniejsza z tym. Dochodzi kolejny. Nie jestem w stanie zliczyć ile razy czytałam już tę książkę. Znam praktycznie ją prawie że na pamięć. Ma w sobie coś tak wyjątkowego, że najchętniej ciągle bym sobie ją podczytywała. Za każdym razem kiedy po nią w ogóle sięgam i zaczynam czytać, odkrywam w treści zupełnie nowe wartości dla siebie. Zauważam rzeczy, które wcześniej mi nie wpadały w oko. Były ukryte gdzieś pod warstwą słów. Niby to tylko, a może aż, historia chorego na białaczkę chłopca, który przeprowadza czytelnika przez ostatki swojego życia, ale przez tę niebanalną prostotę pokochałam ją, tak zwyczajnie. Jest to książka poruszająca w piękny sposób znowu dość trudny temat i znowu uczy więcej niż zwyczajna szkoła. Bo w tej książce, szkołą jest życie i jego koniec. 

A wy macie dużo swoich ulubionych książek? Potrafilibyście wybrać tylko jedną? :D Ja się i tak BARDZO ograniczyłam, bo jest tego o wiele więcej. Może by tak drugą część zrobić? To nie głupi pomysł... Jak na jeden post to by było za dużo.

  • Share:

You Might Also Like

4 komentarze

  1. "Oskara i Panią Różę" oraz "Cudownego chłopaka" uwielbiam, a "Margo" mam w planach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ,,Margo'' polecam nadrobić koniecznie :D Kawał dobrej literatury, dziwnej ale dobrej jednak.

      Usuń