[2018] BYĆ MOŻE KIEDYŚ - LAUREN GRAHAM #42

By Klaudia H. - 18:57



Oryginalny tytuł: Someday, Someday, Maybe
Tłumaczenie: Aleksandra Szymił
Liczba stron: 424
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data premiery: 29.10.2018r.

Przeplatam sobie gatunki, więc przyszedł czas na coś lekkiego po ostatnim genialnym thrillerze wydawnictwa Zysk i S-ka. W końcu porządnie wzięłam się za ,,Być może kiedyś'' autorstwa Lauren Graham. Niestety, ale moje uczucia w stosunku do niej są mieszane, ale przejdźmy lepiej już do rzeczy.

Główną bohaterką jest młoda kobieta Franny, która za życiowy cel wzięła sobie osiągnięcie sukcesu w aktorstwie. Dotychczas swój udział miała w reklamie, ale jak sama uważa, nie pokazuje to jej możliwości i zdolności aktorskich. Ona chce czegoś więcej, o wiele więcej. Ma swoich idoli, na których się próbuje wzorować i pragnie być tak sławna i genialna jak oni. Jest to bohaterka bardzo ambitna, w moim odczuciu aż za bardzo. Pewność siebie jest w jej przypadku bardzo duża, a to ją zaczyna gubić. Już mogę powiedzieć, że się z nią nie polubiłam niestety.

Wszystko rozgrywa się w roku '95, czego ja zupełnie nie odczuwałam. Niby to nie jest jakoś dawno, ale osadzenie akcji takiej książki w takim roku jest dość moim zdaniem ciekawe. Może się wydawać, że ,,Być może kiedyś" to dość banalna książka, która dużo nie wnosi. Niestety, ale moim zdaniem tak właśnie jest. Wszystko w niej kręci się wokół aktorstwa, jego prawdziwego oblicza, czyli że wcale aktorzy nie mają łatwego jak bułka z masłem życia i że są dwie strony medalu tego zawodu. Za dzieciaka chciało się być aktorem, piosenkarzem czy innym artystą. Wydawało się z perspektywy dzieciaka, że to takie świetne i proste. Podobne myślenie miała początkowo Franny, która w swoim czasie zaczęła widzieć, że jest zupełnie inaczej. I co ja mogę powiedzieć? Nic mnie kompletnie w tym nie zaciekawiło, nie spowodowało, że pokochałam tę książkę. Jeszcze bohaterka mnie irytowała momentami. Cała ta historia nie była dla mnie powalająca na kolana. Taka zwyczajna, nie zapadająca w pamięć.

Autorka ma bardzo lekki styl pisania, wręcz zbyt lekki. Jak cała historia, było to pisane, jakby to nazwać, płytkim językiem. Dlatego jest to książka dobra jeśli szuka się czegoś naprawdę łatwego i szybkiego do przeczytania. Ciekawym urozmaiceniem w niej były kartki z kalendarza. Pojawiały się co jakiś czas i to podobało mi się najbardziej (pomijając, że okładka jest cudowna - sroki okładkowe łączmy się!), a z tą treścią mam cały czas mieszane uczucia. Niby coś mi się w książce podobało, bo i umilała czas w podróży, była dla mnie świetną odskocznią od poważnych czy pełnych akcji książek, niekiedy potrafiłam się przy niej zaśmiać, ale nie zachwyciła mnie bardzo. Przeczytałam, odhaczam z listy, ale nie była to dla mnie najlepsza premiera październikowa jeśli miałabym wybierać z tamtego miesiąca perełkę.

Tak czy inaczej dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka za możliwość zapoznania się z tą pozycją. Może miałam zbyt duże oczekiwania wobec niej? A może jednak takie książki nie są całkowicie w moim guście? Jednakże zachęcam do sięgnięcia po nią jeśli szukacie czegoś lekkiego, z odrobiną humoru. Zwłaszcza jeśli ciekawi was temat aktorstwa, jakie są jego realia i czy oraz jak bohaterka sobie z tymi realiami radziła.

  • Share:

You Might Also Like

3 komentarze

  1. Zapiszę sobie tę książkę na wypadek, gdybym potrzebowała czegoś lekkiego do czytania ;) Mimo że nie jest zapadająca w pamięć, czuję, że może mi się spodobać ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też mam mieszane uczucia odnośnie tej powieści. Główna bohaterka mnie miejscami irytowała, ale dla Lauren Graham przeczytałam :)

    weronikarecenzuje.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń